RSS
 

Notki z tagiem ‘partnerstwo’

Zdechłe motyle

12 lip

- Cześć. Zmieniłeś zdjęcie profilowe. Wysyp psychofanek?

- Zdjęcie? Chyba mnie z kimś mylisz. To zdjęcie jest od początku. Dobry wieczór.

- Bez obaw, nie mylę… jesteś Marcin, pracujesz w znanym portalu, lubisz konie, a przed zaśnięciem czytasz do poduszki biografie sławnych ludzi. Nie pomyliłam, co? 

- Zgadza się, ale Twój nick nic mi nie mówi?  Kto Cię nasłał?

- Za dużo bab tu mielisz. Ale spokojnie, nie jestem karzącą dłonią krzywdzonej. Jakiś czas temu chciałam zapytać co u Ciebie, ale jak już znalazłam, nie miałam odwagi zagadać.

- Kiedy mieliśmy ze sobą przyjemność? Widzę pierwszy raz taki awatar. Amnezji nie mam… raczej. Choć różnie może być po czterdziestce.

- Ze dwa lata temu, może trzy. Pewnie nie chciałeś pamiętać! Z tą przyjemnością, to pojechałeś trochę, hi hi. Wyrzuciłam Cię ze znajomych, ale zaimponowałeś mi. Gość z klasą, nie hejtowałeś.

- To czym się naraziłem? Nie wysyłam zdjęć twardego stefana. Zrobiłem wyjątek?

- Nie. Zgasiłeś mnie o kilka razy za dużo. Widocznie za bardzo chciałam się przyjaźnić.

- Pokażesz buzię zamiast tej animacji? Mam pamięć do twarzy, więc byłoby łatwiej wysunąć szufladkę.

- Mówisz i masz.

- Ty ładniutka jesteś! I do tego wygadana! To mamy pewność, że mnie z kimś mylisz. Albo szybko musiałaś mnie usunąć. Na taką kobietę chuchałbym i dmuchał, ale nie gasił.

- Czaruś ten sam, nie mogłam się mylić. Mógłbyś już wydorośleć.

- Daj spokój, doroślałem do siódmego roku życia, potem już tylko rosłem… wszerz. Nie gaszę ludzi. Za dużo mam kompleksów. Pewnie coś przekręciłaś. Stała przypadłość kobiet na czatach. Oceniają facetów przez złe doświadczenia i emocje. Co by im nie mówić, czytają przeciw sobie.

- Może być, w końcu moja zaniżona samoocena też woła o ratunek po puszczy.

- A! Czyli z wczasów nadajesz? Czy chronisz Puszczę przed wycinką?

- Pudło. Siedzę na tarasie jak na myśliwskiej ambonie i widzę mojego jelenia. Ślini się do jakiejś klempy i nie widzi, że gatunki mu się rozjechały.

- Ale widzi, że jest na celowniku?

- Raczej nie. Nawalony jak ruski samolot drożdżami. Jeszcze chwila i przeniesie łapę z łokcia na te bukłaki nad jej pępkiem. Jeleń na rykowisku jest ślepy jak kret w pomidorach, wiedziałeś?

- Niewiele, ale zazdrość dodała odwagi i w końcu przemówiłaś. Niech i ja coś mam.

- Zazdrość? Kotek, na to miałam czas dwadzieścia dwa lata temu, teraz to już tylko żenada. Musiałam przekierować uwagę, żeby nie puścić wiąchy z tej ambony. Publisia weselna przekieruje wzrok z oczepin na klempę i będzie siara dla panny młodej. To jej ciocia.

- To z wesela do mnie przemawiasz? Wyszłaś pooddychać, a tu miłość życia w malinowym chruśniaku?

- A Tobie popierniczyły się pokoje na tym czacie? Miłość życia? Hallo, jest tam kto?! To jest czat dla czterdzieści plus… kolega pedofil źle trafił i szuka naiwnej?

- Koleżanka w miłość nie wierzy?

- A wierzy, wierzy, łzy dla niej wylewa. Zaraz potem bierze pilota i przez barwy szczęścia w miłości przechodzi do jednego z dziesięciu.

- Czekaj, czekaj, ale jak to jest ciocia panny młodej, to raczej nie jest kryzys wieku średniego? Jeleń kleiłby się do siostry panny młodej, nie?

- Jasne, zwłaszcza, że ona ma brata. Chcesz powiedzieć, że mam jarzyć michę, bo gej z męża nie wyszedł? Po blisko ćwierci wieku? Może racja, takie czasy… a Ty? Masz teraz kogoś prócz żony?

- Czemu teraz? To kiedyś miałem?

- Czaruś nic się nie zmienia. A nie opowiadałeś dwa lata temu o jakiejś Asi sąsiadce? Tej, co to żarówki rzadziej jej padały niż cycki na blat? A mimo spięć nie chciała zmienić żyrandola? Pamiętam, lubiła jak jej wkręcasz tu i tam, hi hi.

- No sama widzisz jak mnie mylisz. Mieszkam w domu po rodzicach, taki klocek
z PRL-u, nie mam sąsiadki. A cycki zbieram z blatu tylko jak pokroję, drobiowe.

- Ej, nie czaj się tak. Żona za plecami?

- I tu się mylisz. To ja ją kontroluję z okna, w ogródku jest. Dobre czterdzieści minut pytluje i miny sugerują, że nie jest to psiapsiuła z liceum. Upierdliwy klient hurtowni?

- Uuu, mamy tu zazdrość? Po tylu latach małżeństwa? Czy lęk, że ktoś wlazł na obsikane pole?

- Co za różnica, co mamy? Niepokój zawsze jest. Wiesz jak jest, kobieta podobno do zdrady potrzebuje powodu, a facet miejsca.

- A co może być powodem dla kobiety?

- Koniec uczucia do swojego mężczyzny zwykle. Ale czasem zwyczajnie może chce się poczuć raz jeszcze pożądaną kobietą?

- A facet? Czemu potrzebuje tylko miejsca?

- Żeby go żona z ambony nie trafiła, kiedy biologia krzyknie: siej gena!

- I dlatego nie pożądasz żony i musi ślinić się do telefonu! To może do mnie z biologii wystrzelisz?

- A ty przyjmiesz strzał z zemsty na jeleniu? Żadna frajda dla genów. A żonę pożądam tak samo jak dawniej, ale wiesz jak jest. Jeśli ten sam facet ma wpisane pożądanie w kontrakt, pomiędzy mycie okien i podlewanie paprotki a przegląd samochodu, przestaje być samcem. Działa na granicy lokaja i opiekuna klienta. Nawet do zazdrości nie ma prawa, przynajmniej do jej okazywania.

- Bo?

- Za dużo ma za uszami. Gdy szło się za głosem genów, teraz trzeba dać przyzwolenie na ostatni szał kobiecości.

- Cholera, coś w tym jest. Może dlatego nie drę mordy z tego tarasu? Święta nie byłam, fakt. Każdy chce się podobać, budzić zachwyt, pożądanie… szarpnąć zdechłe motyle. Tylko po cholerę ludzie wymyślili związki stałe? Trzeba było wprowadzić kontrakty dziesięcioletnie i niech mają drogę otwartą: zostają ze sobą albo szukają dalej.

- Coś w tym jest. Ale łatwiej trzymać ludzi za mordę z nakazu tradycji, religii, państwa, mentalności. Przymusić do odchowania dzieci może, nie wiem.

- Chyba raczej ekonomicznie zniewolić, kredytami, pożyczkami, obciążeniami, żeby koszty rozstania były większe niż życia razem i żeby nie było gdzie odejść?

- Dlatego trwasz w małżeństwie?

- Może być. Z wyrachowania. Nie stać mnie na oddzielne mieszkanie. Może z potrzeby bezpieczeństwa? Inaczej nie umiem? Matka trwała w milczeniu, gdy stary spieprzał samoloty kleić jako instruktor w modelarni. To jaki mam wzorzec? Zresztą, lepiej żyć z kimś, z kogo nie wylezie psychopata. A dobro dzieci najważniejsze. W tych czasach łatwiej nie zwariować, zawsze można pogadać na czacie z kimś, kto nie ma lepiej. Łatwiej znieść jelenia, bez żalu. A Ty kochasz żonę?

- Pewnie tak, nawet jakbym nie kochał, zostałbym z nią z lenistwa. Nie chciałoby mi się poznawać natręctw żadnej kobiety w tym wieku. Po trzech latach z każdą będzie tak samo. Zmęczony jestem. Po co zaczynać od nowa, skoro na czacie idzie podciągnąć zaniżoną samoocenę małym kosztem?

- No i poudawać Casanovę bez wyskakiwania z piżamy. Taka wygoda!

- Jaki czas, taki Casanova.

- Wybacz, ale idę mu pierdolnąć jednak… zaczął ją całować.

- Co za różnica, przecież go nie kochasz.

- No niby tak. Ale jakaś przyzwoitość obowiązuje. Widziałam jej męża, knur tuczony na wytłokach, nie odwdzięczę się tym samym. Może jednak jej pierdolnę? Wiesz, akcent feministyczny w oczach panny młodej. I jeszcze wyjdę na lochę kochającą po dwudziestu latach! To pa!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Obrazki

 

Buntownik

15 paź

Obrazy za oknem przepływały wolniej niż myśli. Może nawet dużo wolniej niż pytania, które nie zagościłyby w głowie, gdyby autobus nie ślimaczył się w ulicznym korku. Wolałby już wracać. Tchórzył? Dziadek Franciszek mawiał: lepiej żałować tego, co się zrobiło niż tego, że się zmarnowało okazję. Zwłaszcza, że następna może się nie zdarzyć. Nie ten wiek, nie ten wdzięk, a brzuch jak bęben Rolling Stonesów.

Co było pierwsze? Fascynacja spotkaniami z Natalią czy narastająca frustracja żony? Przedszkolanka istniała od miesięcy, ilekroć odbierał bliźniaczki, nie odpuszczała. Zawsze miała dla niego czas, uśmiech, coś do opowiedzenia o postępach dziewczynek, o ich wspaniałym zachowaniu w grupie. Potem była kawa, przy której nie zamykała jej się buzia, a gdy mówił Tomasz, odnosił wrażenie, że szklą jej się oczy. Była pod wrażeniem jego nauczycielskiego powołania i męskiej dojrzałości, dzięki której nie podrywał bezczelnie. Potem poszli do kina, gdy teściowa bardzo chciała mieć wnuczki u siebie, a Julia dyżurowała w szpitalu. Po kinie była restauracja i pierwsze nieśmiałe, delikatne pocałunki, jakby mieli po siedemnaście lat. Nie zaznał w życiu innych kobiecych warg, więc to docenił. Po dwóch piwach zwariował. Obudził samca, który w przeciągu chwili był gotów gnać za Natalią do toalety i pewnie by to zrobił, gdyby nie kelnerka. Skorzystała z jej nieobecności i beztrosko podeszła do stolika, by zapytać, czy dla żony też jeszcze raz to samo? To go wróciło dyscyplinie. Ale na krótko, skoro dziś jechał do jej mieszkania.

Podły ton żony przeważył. Zbyt długo dowodził anielskiej cierpliwości przez ostatnie dwanaście lat. Przestał bywać na szachach u Daniela, zerwał piwne piątki z Jackiem, gdy otrzymał żółtą kartkę, że powtarzają się co tydzień, a miały być dwa razy w miesiącu. Nawet przestał chodzić na siłownię, żeby nie mijać się w drzwiach z żoną zmęczoną pracą w trzech przychodniach. Julia jednak nie widziała żadnego poświęcenia. Na bezwarunkową miłość reagowała cynizmem, rzucając uwagi do lustra, gdy Tomasz wychodził z wanny: „no cóż… każdy ptaszek ma swój daszek, ale twój koliberek ginie już całkiem bez światła”.

            Miał ochotę nienawidzić, nawet nie z powodu reakcji na goliznę, ale za ślepotę. Zrobił wszystko, żeby Julia nie zadręczała się obowiązkami wobec domu i dzieci. Należało wygarnąć, może nawet strzelić w papę, żeby się ocknęła, ale ilekroć próbował rozmawiać, okazywało się, że jest zbyt delikatny. Julia wykorzystywała to bezlitośnie: „Chciałeś mieć lekarza za żonę? To morda w kubeł! Feministki robią dla ciebie więcej niż Pan Jezus, one już cię zbawiły od męskości. Bez kobiety zdechłbyś z głodu, ostatni wypierdku patriarchatu! Gender to dla ciebie jedyne ocalenie, bo w wakacje jeździłbyś gołą dupą po nieheblowanej desce, za te swoje dwa brutto. Bajkę dziewczynkom lepiej poczytaj, do tego się nadasz! Kolorowanki z nimi trzaskaj, pozamiataj kuchnię, a potem możesz z psem wyjść i tam się wyhasać do woli. Jeśli w pogoni za piłeczką zdążysz przed Cziką. Nawet kosmata baba na czterech łapach jest lepsza od ciebie, troku zagubiony w poszukiwaniu kalesonów. Dżizas! Gdybym w liceum wiedziała, co się wylęgnie z jaja dziobaka, gdy z pyska już zejdzie drożdżówa z kruszonką, w życiu bym za to nie wyszła!”.

Nic nie stało na przeszkodzie, żeby zadzwonić do drzwi Natalii. Wczorajszy cynizm żony wybrzmiał jak wezwanie do buntu. Powoli kroczył zupełnie nieznanymi chodnikami, szukał bloku, ale wszystkie były jednakowe, łatwo nie było. W końcu dotarł przed domofon i już wiedział, że to ostatnia chwila. Jeszcze mógł ocalić przysięgę, której poświęcił wszystko. Gdy wybierze numer, nic już nie będzie takie samo. Zapach nowej kobiety, delikatność wąskich ust, miękki głos i ciepło smukłych palców, jej samotność i jego wyposzczona męskość, to mieszanka wybuchowa… zawrócić? W oczach jeszcze jednej kobiety zostać zerem? Wolał mieć problem z ciężarem winy niż zostać miękką fają.

Natalia wpiła się w jego wargi, zanim zdjął plecak. Cofała się, nie odrywała ust i holowała Tomasza do jedynego pokoju z aneksem kuchennym. Czuł pod palcami jej biodra, gumkę majtek pod śliską miętową sukienką w delikatną łączkę. Twarde piersi odciskały wyczuwalne piętno na jego klatce, bo nawet brzuch wciągnął pod wpływem namiętności. Poczuł jak rozjeżdża się suwak rozporka i ciepło delikatnej dłoni ujmowało jego męskość zbolałą z pragnienia. Teraz Natalia zjeżdżała w dół całym ciałem i już miętolił palcami gęstość jej kasztanowych włosów. Tego było za wiele, nie wytrzymał napięcia. Po chwili z ust kobiet padły słowa, które za nic nie chciały wybrzmieć komplementem: „żonaty facet ze stażem i tak namiętny? Nie przejmuj się”. Uśmiechnięta wstała i bez wyrzutu dodała delikatnie: „Przepraszam, może nie powinnam tak szybko, poczekaj, przebiorę się i usunę to z sukienki”. 

Klapnął ciężko w fotelu, ale zamiast poczucia winy, wypełniło go coś jak ulga w połączeniu ze znużeniem, które zaraz potem przeszło we wstyd wobec Natalii. Wytrysnął jak uczniak, a z pewnością nie tego spodziewała się namiętna kobieta. Już był gotów pokazać na co go stać, gdy na rogu kuchennej zabudowy, u góry, zobaczył niebieską papużkę, która przyglądała się kręcąc z ciekawości łebkiem. Ptaszek siedział wolny, bez klatki i rejestrował obecność intruza. Gdy Natalia pojawiła się w błękitnej sukience, nie pozwolił jej usiąść. Z uśmiechem, bez słowa, odwrócił ją plecami do siebie i podnosząc włosy obsypywał szyję delikatnymi pocałunkami.  Oparła dłonie o ścianę, gdy z głową pod sukienką całował jej uda. Końcem języka muskał pośladki częściowo ukryte w pastelowo różowych majteczkach. Prężyła się i wypinała zachęcająco, pomrukiwała cichutko i poruszała biodrami, więc po chwili wśliznął się w nią, tymczasem papuga głośno skrzeczała. Lekko się stropił, zwolnił, ale wówczas zadzwoniła komórka w plecaku. Odwrócił się niespokojny, bo o tej porze nikt do niego nie dzwoni. Na wyświetlaczu zobaczył źle brzmiący napis „kobra”, a po chwili rozbrzmiało pytanie teściowej, bardzo w tonie podobne do papuziego skrzeczenia: „Tomeczku, dziewczynki chcą na obiad kopytka, zrobić też dla was? Zjecie cieplutkie z sosikiem?”. Przytaknął, wydukał coś, że będzie koło siedemnastej i spojrzał na Natalię. Uśmiechnęła się dosyć boleśnie i powiedziała, że lepiej przygotuje coś do zjedzenia.

Odwrócona wrzucała masło na patelnię, wyjmowała jajka z lodówki, jakby nie chciała patrzeć w jego stronę. Zapytał o papugę, czemu tak darła dzioba, gdy zabierał się do jej pani? Natalia roześmiała się dosyć szczerze: wyposzczona samiczka, co się dziwisz? Widzi jak obracasz panią, to żałuje, że też nie może. Zazdrosna franca i tyle. Tomasz nie miał pomysłu na dalsze pytania, było mu głupio, a i głód robił swoje. Parujące talerze znalazły się na blacie, więc zasiedli na skórzanych hokerach. Tomasz przełknął i poczuł, że jaja są raczej zepsute. Spojrzał na Natalię i czekał na jej reakcję. Uśmiechnęła się: „No co? Zepsuty seks, zepsute jaja. Chłop z odzysku, jaja z Biedronki…. Takie moje szczęście, zbukiem ciągnie”. Tomasz uśmiechnął się gorzko i dojadł do końca, żeby nie pogrążać już gospodyni.

Nie dopił herbaty, gdy postanowił podjąć ostatnią próbę rehabilitacji. Wydobył z głębokiej przeszłości wspomnienie macho i oderwał Natalię od zlewozmywaka. Patrzył jej głęboko w oczy i bez gier wstępnych zadarł sukienkę . Pieścił dłonią przez majtki i czekał na błysk jej oczu. Przymknęła powieki, więc zaczął całować szyję, usta, podgryzał uszko i nie przestawał pieścić. Była prawie gotowa, już pojękiwała do ucha, gdy ponownie zadzwoniła komórka. Oderwał się i chwycił telefon. Tego tylko brakowało! Na wyświetlaczu pulsował groźny napis: Julia. Gdyby ktoś kazał mu powiedzieć, kiedy żona ostatnio do niego dzwoniła, większego wytężenia umysłu z pewnością wymagałoby jedynie wskazanie ostatniej daty małżeńskiego seksu. Zamarł. Rzucił się do okna i otworzył na oścież. Gwar ulicy wdarł się do środka. Wówczas odebrał. Pretensja odrzuciła go od słuchawki: „Ogłuchłeś capie! Ile mam czekać? Myślisz, że mam tyle czasu? Gdzie ty się szlajasz? Co to za hałas? Na jakim placu? Co ty pieprzysz, dzieciaki za palenie ganiasz? Przecież ciebie nikt się nie boi! Czekam za godzinę na osiedlu, pod sklepem, fotele trzeba wnieść”.

Natalii nie było w pokoju. Otwierała już drzwi wejściowe i stawiała za nimi plecak Tomasza. Powiedziała tylko jedno zdanie: „A ja głupia załatwiłam na dziś zwolnienie na badanie serca… powinnam na badanie głowy wziąć!”.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Obrazki

 

Gender melanż ideolo

21 sty

W piątek wieczorem odwiozłem żonę na studniówkę niczym zaufany szofer. Wróciłem do domu, by przygotować dziecku kolację, zająć się sprzątaniem mieszkania, myciem łazienki i doprowadzeniem kuchni do stanu używalności, w dodatku bardzo wdzięczny szkole za zwyczaj zapraszania nauczycieli bez osoby towarzyszącej. Dopadła mnie myśl, że  w męskiej wersji kopciuszka wpisuję się nieźle w dyskurs wyrównania praw płci. Żeby nazbyt długo nie trwać w nośnym medialnie schemacie, przygotowałem się też do własnego wypadu. W sobotę to ja miałem oddać się przyjemności biegania z wędką za pstrągami, gdy żona będzie robić zakupy i gotować. Guzik nie gender, pomyślałem, zwykłe partnerstwo w udanym małżeństwie, w którym dla każdego znajdzie się tyle obowiązków, co przyjemności.

Do niczego nie potrzebuję zaśmiecania głowy hasłami równości płci, które służą kolejnemu biciu piany na torcik podziałów polsko-polskich. Tymczasem strumień gender na naszych oczach rozlewa się w sporą rzeczkę i już czuję, że chcę czy nie, moczy także moje trzewiki. A że jako klient sklepów obuwniczych od zawsze dostaję parę, która na starcie przecieka, na każde lanie wody mam alergię.

Z ciekawości i zagubienia sięgnąłem do najpopularniejszej dziś encyklopedii i dowiedziałem się, że gender korzeniami sięga lat 70. ubiegłego wieku. Wówczas powiązane było z kierunkiem uniwersyteckich badań w zakresie antropologii kultury, socjologii, literatury, sztuk plastycznych i wielu innych dziedzin. W ramach badań naukowcy przyglądali się pojęciu płci kulturowej, niezależnie od biologicznej, bo rzeczywiście tradycja ludzkości, wielość kultur, mnogość religii i postęp cywilizacji decydowały o nasilających się różnicach w traktowaniu płci. Gender studies usiłowały to badać i opisywać, bo materiał rozległy, a upływ czasu i zmiany mentalne ujawniały nowe problemy współistnienia, co rodziło naturalną potrzebę zapobiegania nierównościom, animozjom i dysproporcjom praw i obowiązków. I jak wiadomo dopóki opis jest naukowy żadne formy ideologizacji nie grożą.

Tymczasem współcześnie wszystko da się zaprawić ziółkiem absurdu i wykorzystać gender w każdej niemal formie manipulacji: narodowej, lewackiej, płciowej, wyznaniowej, politycznej, da się wleźć z jutrzenką wyzwolenia pod każdą kołdrę, byle potem napieprzać się po durnych łbach, wzajemnie wypełnianych nienawiścią albo – w najlepszym razie – nieustającym głodem konfrontacji. I tak przedstawiciele środowisk prawicowych dorobią swoją ideologię, żeby umocnić twierdzę patriarchatu, władzy tkwiącej w łapach mężczyzn, dzierżących ster religii i tradycji, postraszą zalęknionych nowym diabłem, co zabija rodzinę i rozcina więzi międzyludzkie, oparte na uświęconym przekazie pokoleń. Feministki chcą zrobić z gender granat, by oderwać umęczone kobiety od zlewozmywaka i wpływu Kościoła wspieranego przez wygodnych męskich trutni, traktujących kobietę jako użyteczną posługaczkę w obrębie zagrody męskich szowinistycznych wieprzów. Tymczasem jeszcze inni kreują gender jako zagrożenie rządami bab, które oburzyły się na swoją rolę społeczną i teraz chcą nie tylko wykastrować faceta z jego męskości, ale zagonić do salonów kosmetycznych, pieluch i prasowania, by kobieta mogła rozwijać się lub tylko przejąć wygodną kanapę. Przewidujące i bystre działaczki już w przedszkolu wytną oponentów, zatroszczą się o przyszłość pokoleń i nakażą chłopcom bawić się lalkami, a dziewczynkom wcisną autko w garść, bo bez tego nie będą mogły być inżynierkami (a fe, co za dwuznaczne zdrobnienie!).

Wychodzi na to, że w ramach gender studies już dawno zbadano, co było do zbadania pod hasłem „płeć kulturowa” i dziś w ramach walki o równouprawnienie czeka nas wypaczanie tego, co przez wieki uchodziło za zgodne z naturą stworzenia. Okazuje się, że gender to głównie użyteczny kij, którego łatwo da się użyć po każdej stronie barykady. W zależności od tego, który koniec patyka tkwi w czyjej garści, łomocze się nim przeciwnika, tyle że dla samej przyjemności dudnienia. Zupełnie przy tym zapominając, że to nie pałka szturmowa, a jedynie salonowa wykałaczka do dłubania w zębach obyczaju. To, co wyprawia się teraz pod płaszczykiem troski o równość przybiera formę karykaturalną, bo jak wiadomo, ideologizacja może spieprzyć najszlachetniejszą myśl, nurt i założenie.

Odebrałem tradycyjne wychowanie, w którym zaszczepiono szacunek do każdego człowieka i nigdy nie byłem zwolennikiem patriarchatu. Przede wszystkim obca mi jest od zawsze ta jego odmiana, która pozwala mężczyźnie być panem na balu życia, obsługiwanym przez ubezwłasnowolnione kobiety, którym pozostawia się głównie obowiązek porządkowania bałaganu, usługiwania i łagodzenia. Ale w takim samym stopniu jak patriarchat przeszkadza mi absurd pozornej równości płciowej, o jakim mowa przy wprowadzaniu nomenklatury „rodzic jeden i rodzic dwa” w miejsce matki i ojca.

Za przyczyną Pana Boga albo natury (jak kto woli), wiemy, że do spłodzenia potomstwa potrzeba dwóch istot różnych biologicznie i psychicznie, dlatego mają prawo i obowiązek nazywać się ojcem i matką, bo takie rozróżnienie wskazuje na odmienne elementy, które składają się na poczęcie i rozwój nowej egzystencji. By jednak była ona w pełni osobą ukształtowaną, z ciała i ducha, w równowadze psychicznej i fizycznej, w trakcie długotrwałego procesu wychowania, socjalizowania, musi od początku towarzyszyć naturalnemu ścieraniu się pierwiastków męskich i żeńskich w codziennym obcowaniu ojca i matki. Nawet, a może przede wszystkim, gdy tworzą jedność trudną, zmagającą się każdego dnia, wcale nie piękną. Bo cały świat nie jest ani jedynie piękny, ani harmonijny, ani myśli układać się podług pobożnych życzeń niedowidzących optymistów, za to jest coraz bardziej patologiczny.

Zatem takie wychowanie, o ile nie zrzuca się go na szkołę, podwórko i laptopa, to też szkoła życia, przygotowująca do przetrwania w nieprzyjaznej przestrzeni. Żadna ideologia ani poprawność polityczna nie mają szans tego zmienić, jak nie mają szans stworzyć bezpiecznej normalności w jednopłciowym wariancie numerowanego rodzica. To, co teraz powiem jest zupełnie niepoprawne politycznie, ale nie wierzę w normalność faceta ukształtowanego przez dwie kobiety, podobnie jak nie uwierzę w normalność kobiety, wychowanej od dziecka przez dwóch mężczyzn. Nie wierzę, bo z takiej relacji wyjdzie jednostka albo narcystycznie zapatrzona w siebie i impregnowana na życie społeczne, albo jednostka zaszczuta i wycofana. Czy nam się to podoba czy nie, żyjemy w społeczeństwie, które coraz silniej ignoruje troskę o rozwój w duchu tolerancji i ani myśli otwierać się na inność. Prymitywne odruchy stadne, barbaryzacja postaw, nastawienie na konfrontację, wymierny zysk każdym kosztem, skrajny egoizm stosujący prawo pięści i twardych łokci, przy tym  niechęć do uczestnictwa w kulturze, ucieczka od przymiotów intelektu i ducha, to gwarancja udręczenia psychicznego i zaszczucia, jakie rodzime otoczenie zagwarantuje dziecku wychowanemu przed gejów lub panie homoseksualne. Im dłużej przyglądam się pozorom walki o równe traktowanie, odnoszę wrażenie, że ideologia ta jest wyrazem egocentryzmu jej wyznawców. Ma służyć przede wszystkim wygodnictwu lub usprawiedliwieniu słabości głosiciela, który niczym mały kundelek daje znać o swoim istnieniu głośnym szczekaniem, czym wywołuje najwyżej śmiech lub irytację, a to nie może skończyć się erupcją narodowej miłości, pod tęczą zawłaszczoną przez jedną tylko orientację.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Społeczeństwo

 

Matka Polka Dręczycielka

16 lip

Chcesz herbaty? Mnie też zrób. Ja bez humoru?! Ty albo głupia jesteś albo ślepa, a ja zwyczajnie mam dość! Jaka mam być?! Ze szczęścia podskoczyć? Córka ma zawsze pięćdziesiąt ważniejszych spraw niż życie schorowanej i samotnej matki! Jak ty mnie traktujesz? No wiem, jak zapis na karteczce do odhaczenia, mieszczę się tylko między pracą a nadgodzinami i lataniem na treningi synków, na baseny, angielski i inne wydumki, które w normalnej rodzinie dzieli dwoje rodziców. Jakbyś umiała choć raz w życiu znaleźć normalnego chłopa, nie potrzebowałabyś tego markera do zakreślenia matki między kosmetyczką a Biedronką.

Tak, pamiętam, mam być wdzięczna! Czasem idę wyżej w rankingu spraw do odfajkowania, bo do lekarza ze mną pojedziesz. A że nie mam do kogo gęby otworzyć na tym wysrajewie, to najmniej cię obchodzi. Do cywilizacji za daleko, do grobu jeszcze dalej, bo jakoś wlokę kulasy i tak mnie trzymasz w zawieszeniu między ziemią a rozpaczą. Boś mi kupiła to mieszkanie na końcu świata, a teraz… wiem, sama chciałam w nowym, a co? Może miałam się gnieść w pudełku na buty z wielkiej płyty jak ty? Dwadzieścia lat tam mieszkasz i nie potrafisz wymienić nazwiska żadnej sąsiadki. Jakbyś była mądra i rozsądnie drugi raz za mąż wyszła… .

Nie zmieniaj tematu tak głupio! Zawsze masz jakichś klientów. Ciekawe, że najważniejszych na koniec pracy! Od dziecka pięć rzeczy naraz robiłaś i wiecznie za wolno. Zresztą, ty przecież nikomu nie umiesz odmówić! Dawniej trzeba było z nimi twardo, nie to co dziś. Pokazujesz delikwentowi kartkę na drzwiach: czynne do szesnastej, a jak analfabeta czytać nie umie, to nie ma z kim gadać! Można tylko kulfona przychlastać zamkiem patentowym i po zawodach. Stracę! Jasne! Już ty od ręki pracę tracisz, bo jakiemuś szmaciarzowi faktury nie przyjmiesz. Nie przeceniaj się! Jakoś nie boli, że jedyną matkę tracisz z każdym dniem. Wiem, to akurat ci ulży. Nikt nie będzie gderał, nikt nie przypomni, żeś ofiara losu i romantyzmu! Dzieci tylko dałaś sobie narobić i zaraz skończył się świetny bajer filmowy. Odleciał niebieski ptaszek po robocie! Co mamo?! Teraz mamo?! Trzeba było rozumu używać, a nie miłości.

Ja nie wiem w kogo ty się wdałaś?! Wczoraj Adelka zabrała mnie do swojej córki, w twoim wieku jest, może trochę młodsza, bo przecież tobie zaraz czterdziestka stuknie! Tak? Czterdzieści jeden? Serio? Nieważne zresztą. Elusia Adelki chyba jest młodsza, ale dużo mądrzejsza i praktyczna, nie to co ty! Elusia wiedziała kogo sobie bierze za męża. Dużo wcześniej delikwenta obserwowała i wyciągała wnioski. Zobaczyła, że jest pomysłowy, zaradny, że biznesplanem na życie patrzy i jak tylko pokłócił się z dziewczyną, znaczy z Eli koleżanką ze studiów, zaraz się za niego wzięła. I co dziś ma? Raj! Żyć nie umierać. Do pracy nie musi chodzić, zajmuje się domem, ma święty spokój i kasy więcej niż ustawa budżetowa przewiduje. Mądre dziewczyny nie patrzą na uczucia, tylko na to, żeby mieć zapewnioną przyszłość. A u ciebie wiecznie te mądre książki w garści, jakieś tygodniki, co to takie powszechne, że nikt normalny o nich nie słyszał! Aż nosem w nie dziobiesz zasypiając z wysiłku. Duchowość rozwijać?! Do zakonu było iść. Intelekt może jeszcze i głęboko rozmawiać? Tylko z kim ty możesz rozmawiać? Z tym mrukiem Zbysiem, co przez  ostatnie pięć lat tylko żarł u ciebie i nawet do masła się nie dołożył? Żarówki nie umiał zmienić, truteń, gniazdka naprawić, ale oczytany jaki! Nawet na wyprzedaż do galerii nie zabrał, do czynszu się nie dorzucił, ale co twoje to nasze, a co moje, to nie rusz! Tak ty się znasz na facetach.

Wiem, że umiesz liczyć na siebie! Jaką utrzymanką? Nie piernicz mi tu w żywe oczy jak te popaprane feministki! Ty je czytałaś chyba tylko w tej twojej Wyborczej, co? Ty kiedyś otwórz telewizor i się im przyjrzyj, tym najbardziej rozkrzyczanym raszplom w okularach mocnych jak zbrojone dno z komunistycznego akwarium. Ty zobacz te ich wągry, tłuste kudły i łapy męskie bardziej niż głosy i potem mi powiedz, czy jest na świecie tak pijany chłop, żeby na nie poleciał? Też mi wymyśliła: równe traktowanie i sranie w banie. One nie mają wyjścia, bo kobiece są jak partyjny dziennik, a delikatne jak kalesony twojego dziadka czekisty, zostaje bój im ostatni, o tę twoją równość i homo nie wiadomo chyba, bo wyjścia nie mają, nawet awaryjnego!

Ty już miałaś czas na partnerstwo intelektualne, miłość i na równość. Rysiek ładnie na gitarze grał, a jeszcze piękniej w oczy wiersze deklamował i zaglądał tak samo głęboko jak w dekolt, to dziś sama ciągasz się z dzieciakami i sama na nie tyrasz. Masz to swoje partnerstwo głębiej zagrzebane niż ja radość życia.

Inne babki jakoś potrafią znaleźć drugiego i trzeciego męża jak trzeba, który pracuje na nie i na ich dzieci. O! Zosi córka sobie znalazła, a wcale nie jest ani ładna ani specjalnie mądra i gruba całkiem jak te feministki. Zosia dzisiaj zrobiła mi niespodziankę w samotności utrapionej. Przyjechała i zabrała do córki, do jej nowego mieszkania znaczy, bo córka akurat z tym nowym mężem i z dzieciakami jest w Egipcie.

Zośka chciała się pochwalić szczęściem córki albo mnie rozdrażnić, nie mam pojęcia. Całkiem zapomniałam co myśleć jak to cudo zobaczyłam! Tak urządzonego mieszkania nie widziałaś i nie zobaczysz! Oczywiście sami nic nie robili, mieli dekoratora wnętrz i wszystko im zaprojektował najmodniejsze. Taka Ikea, to pryszcz przy tym. Ależ oni muszą mieć pieniędzy! Więcej niż tobie biedy zostało do końca obsranego żywota! No mówię Ci, w takim apartamencie mieszkają jak w amerykańskich filmach. Meble sprowadzali z super nowoczesnego salonu. Nie mają dywanów ani firan, bo teraz się już dywanów nie trzyma. Te swoje też mogłabyś zdjąć, bo tylko roztocza się w tym pierdzielą. A garderobę mają jak cała twoja pudełkowa klita. Wiesz jaka to wygoda mieć tak wszystkie ubrania w jednym miejscu? W salonie tylko jeden kredens taki zabytkowy, bo teraz tak się robi, że jeden stary mebel się stawia, a cała reszta nowoczesna ma być. A jaką mają łazienkę?! Turkusowo-brązową, nawet kubki i szczoteczki do zębów w tych samych kolorach, a zamiast kafelków, bo już są niemodne, płyty szklane na ścianach i najmodniejsze teraz takie kolorowe przezroczyste płytki szklane, luksfery czy jakoś tak. Mówię ci, rozmarzyć się i umrzeć tylko. Zosia mówiła, że nawet poprzedniego córki mieszkania nie musieli sprzedawać, tak trafiła.

A ty co? Już nawet mojej emerytury mało na te proszone kolacyjki, na wszelkie niby przypadkowe spędy okolicznych chłopów od moich bliskich i dalszych koleżanek. A ty dalej, pouśmiechasz się i spieprzasz do książeczek i co ty sobie myślisz? Ja tu żyły wypruwam, żeby ci przyszłość zapewnić, a życie umyka, nie ma co patrzeć na urodę, bo sprawy łóżkowe i tak masz dawno za sobą, a żyć trzeba!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Obrazki

 

Księżniczki do wzięcia

21 cze

Domowa toaleta to najlepsza czytelnia. Myślę, że z tak postawioną tezą zgodzi się wielu spośród ostatnich Mohikanów czytelnictwa.  W tym azylu zawiesza się nie tylko rolkę użytecznego papieru, tu zawieszeniu ulegają czynności i obowiązki małżeńskie. Zdarza się, że partnerzy nie przeganiają stąd do pożytecznych zajęć, nie oczekują robienia kilku rzeczy naraz, więc przynajmniej te dwie robimy sami: czytamy i … przy okazji powinności – albo jak kto woli – przyjemności fizjologicznych, oddajemy się też intelektualnym.  Dzięki temu chwyciłem ostatnio „Wysokie Obcasy”. Nie wnikając specjalnie, czego otwarta strona dotyczy, przeczytałem akapit prawie ze środka kolumny: Szukamy chłopaka, który nie będzie miał pretensji, że praca jest dla nas ważna, nie będzie się wściekał, kiedy wyjedziemy na miesiąc w sprawach zawodowych. Nie będzie z nami rywalizował, bo będzie miał swoją własną pasję, i nie będzie oczekiwał, że będziemy się nim nieustannie zachwycać. Nie obrazi się, że czasem same chcemy wyjść na imprezę. Chłopaka, który nie zdenerwuje się, że nie ma codziennie obiadu na stole, a koszule nie są wyprasowane, do czego przyzwyczaiła go mama. Takiego, który nie będzie oczekiwał, że opłacimy czynsz, zapełnimy jedzeniem lodówkę, a wieczorem postawimy jeszcze kino i kolację w restauracji (…) chłopaka, który nie przestraszy się odpowiedzialności, ale będzie pokazywał, że mu zależy. Takiego, z którym poczujemy się na tyle bezpiecznie, żeby zdecydować się na dzieci. Szukamy chłopaka, który nie zerwie róż w naszym ogrodzie, nie zeżre wszystkich jabłek i nie ucieknie za morze. Czy istnieją tacy mężczyźni? Co myślą o związkach, miłości i kobietach takich jak my?

I tu fizjologia powiedziała stop, załatwione, spłukane, pora wracać do rzeczywistości. Ale te urocze kobiety z gazety, mieszkanki stolicy posiadające ukochaną pracę, wykształcone, samodzielne, które mają mniej więcej po trzydzieści lat i jednocześnie w ramach wypieszczonego poziomu intelektualnego noszą tak banalny i nikczemny stereotyp faceta, jaki wyłania się spomiędzy wersów ich wyliczanki, jakoś wylazły za mną z toalety i łaziły po dziś dzień. Nie dlatego bynajmniej, bym zapałał szczególnym zachwytem wobec ich postawy.

Wychodzi na to, że uległem ich presji, nabrałem ochoty, żeby powiedzieć, co myślę o takich paniach i niemożliwej do nich miłości. Z tą ostatnią sprawa jest dosyć prosta: czy można kochać kogoś, kto pragnie li tylko być na piedestale? Kiedyś myślałem, durny i nieoświecony chłop, że miłość zobowiązuje dwie strony i jak świat światem, a miłość miłością, to uczucie jak tango: potrzebuje dwojga. Relacja jednostronna, typu kochaj tylko mnie, a ja pokocham mocniej siebie zanurzoną w twojej miłości, co prawda pozostaje marzeniem rozlicznych księżniczek, nie tylko ze stolicy, ale jest – delikatnie mówiąc – pomyłką. Z miłością ma tyle wspólnego, co reakcja zdziwionych kobiet w Seksmisji, które na okrzyk Maksa: Sfiksowałyście, boście chłopa dawno nie miały!, uznają, że mieć chłopa oznacza posiadanie męskiej służby domowej. Prawdopodobnie niektóre księżniczki stolicy, a już z pewnością  zatrudnione w „Wysokich Obcasach”, najzwyczajniej w świecie nie potrzebują miłości. Im potrzebna  jest wierna, oddana, domyślna, męska służba domowa, która da poczucie bezpieczeństwa, czyli zaplecza usług wszelakich, nie wyłączając seksualnych i związanych z opieką nad dzieckiem (gdy już księżniczki pozwolą zrobić sobie dziecko na podstawie zaliczenia rozlicznych prób odpowiedzialności). Panie te mają potrzebę realizować się w każdym wymiarze, wymagają tak samo nieustannej troski o uczucia jak o zapełnianie lodówki. A gdy już samodzielny chłopak prasuje swoje koszule, nie zaprotestują, gdy i ich spódniczki poprasować raczy albo spodnie, bo to kobiety są wyzwolone, pracujące, dobrze zarabiające. W ramach tejże użytecznej miłości, chłop musi być oczywiście pracującym w ciekawym zawodzie, dobrze zarabiającym wulkanem czułości i oddania oraz gotowości do spełniania każdej zachcianki na daną chwilę, w zamian za? Oczywiście za wolność kochanych księżniczek, która to swoboda damy serca jemu – spełnionemu w miłości do bólu – powinna dać radość za wszystko. W tej sytuacji, obawiam się, nawet usilnie kochający księżniczkę chłopak, nie spełni jednego z koniecznych warunków: dogadzając wybrance serca ze wszech miar, nie znajdzie już czasu na własną pasję, choćby z obawy, że może się okazać nieodpowiedzialnym mężczyzną, który jednak zawodzi.

Odnoszę wrażenie, że księżniczki nie szukają chłopaka, nie szukają księcia z bajki nawet, one poszukują idioty albo świętego. Idiota nie będzie zważać na nic poza zapatrzeniem w księżniczkę, która za chwilę będzie gardzić jego oddaną miłością. Biologia i fachowe pisma podpowiedzą jej bowiem, że wolą płodzić dzieci z samcami alfa, agresywnymi i mocnymi fizycznie, a tylko dla wygody wychodzą za mąż za cichych safandułów, uczynnych, pierdołowatych i wiernych, bo to daje solidne  bezpieczeństwo potomstwu, nie budzi zaś uznania kobiet. Jeśli poszukują świętego, to z pewnością dlatego, że ten lubi umartwić się i oddać życie za bliźniego, czyli w tym wypadku zużyć je na pielęgnowanie ego księżniczki ze stolicy.

Na koniec, całkiem już serio, trzeba przyznać, że rzeczywiście kobiety nie mają lekko w poszukiwaniu sensownego mężczyzny. Dookoła coraz więcej trutniów, żyjących wygodnie u mamusi i to do kresu możliwości (zwykle maminych), a w ich postawie najmniej pragnienia poświęcania czasu i życia komukolwiek. Ale nie dajmy się zmanipulować uogólnieniu. Może z warszawskiej perspektywy rzecz wygląda jak w „Wysokich Obcasach”, ale inaczej może wyglądać z perspektywy ulicy małego i dużego miasta. Tak się składa, że przemierzam codziennie ulice pieszo, zasiadam w środkach komunikacji i jakimś dziwnym trafem widzę wokół piękne, pewnie też wykształcone i życiowo mądre, kobiety w przedziale wiekowym 25-50, a niemal wszystkie, które inteligencję, mądrość, urok powabnej kobiecości mają wypisane na twarzach, dziwnym trafem jeżdżą z obrączką na palcu. Na plaży, w poczekalni u lekarza, w supermarkecie, widzę radosne pary. W galerii handlowej dostrzegam mężów cierpliwie czekających z dzieckiem na wyjścia żony ze sklepów z damską konfekcją, i wiem na pewno, że warszawskie księżniczki okłamują mnie sugestią, jakoby jeden facet na milion nadawał się do związku. Okłamują, bo prawdopodobnie same nie mają nic do zaoferowania chłopakom, których szukają. Zrobiły wszystko, by być singielkami do emerytury i o kilka lat dłużej. Nie dopuszczają do wykształconej mózgownicy, że trwałe uczucie wymaga codziennej współpracy i kompromisu w pięćdziesięciu procentach, ale liczonego przez obie strony. Gdy mają tylko oczekiwania, samym im przyjdzie je realizować i bynajmniej nie tylko dlatego, że coraz więcej beznadziejnych facetów wokół. Ostatnim sensownym facetom, nawet jeśli to jeden na milion, mają do zaoferowania zachwyt sobą, a to kiepska waluta i krótkotrwała lokata bez wizji zysku.

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Społeczeństwo

 
 

  • RSS